O mnie
Jestem mamą 3,5 letniego Szymona, od którego zaczęła się cała nasza historia z aparatem MORA oraz ze „studiowaniem” medycyny. Powód – AZS (atopowe zapalenie skóry) o bardzo ostrym przebiegu.
Nasze studiowanie książek akademickich, publikacji naukowych i innych opracowań nt. alergii ma na celu przyniesienie ulgi naszemu dziecku i wystrzeżenie się przed błędami ogólnie stosowanej medycyny, które dotkliwie uprzykrzyły życie naszemu synkowi.
Z wykształcenia jestem mgr inż. technologii żywności i żywienia człowieka, absolwentką SGGW w Warszawie.
Od zawsze interesowałam się żywnością, sposobem jej pozyskania, przetworzenia i wpływem na organizm. Nigdy nie przyszło mi jednak do głowy, że będę musiała interpretować całą moją zdobytą wiedzę nt. żywności i żywienia przez pryzmat naszego syna. Jest to bardzo kształcące, szkoda tylko, że zaistniało w takich okolicznościach – pomocy własnemu dziecku.
Choroba naszego synka
Szymek był noworodkiem urodzonym siłami natury, z Apgarem 10, okres wczesnonoworodkowy bez powikłań.
Wszystko zaczęło się na przełomie 7–8 tygodnia życia. Ciemieniucha na brwiach, która następnie zaatakowała skórę głowy. Położna wraz z lekarzem pediatrą informowali mnie o przestrzeganiu diety oraz uświadamiali o początkach „skazy białkowej” u Szymka. Z dietą nie miałam problemów, racjonalne odżywianie towarzyszyło mi również w trakcie ciąży. Mimo eliminacji wielu produktów spożywczych i przejścia na mleko hipoalergiczne (ewentualne dokarmianie piersią) chorobowe zmiany skórne rozprzestrzeniały się. Nadszedł dzień szczepienia. Malutki został zaszczepiony. Był zdrowy, tzn. był wolny od infekcji w dniu szczepień, lekarz jednak zbagatelizował liczne zmiany na skórze pleców i zalecił dziecko szczepić. Gdybyśmy posiadali obecną wiedzę w tamtej chwili, nigdy byśmy do tego nie dopuścili.
I stało się. Ruszyła lawina ciężkich chwil dla naszego synka. Reakcja jego małego organizmu na dawkę chemii była natychmiastowa. Cała skóra była zajęta zmianami chorobowymi o różnym charakterze. Szymuś stał się nadpobudliwy i rozdrażniony. Świąd nie pozwalał mu spać zarówno w dzień, jak i w nocy, nie pozwalał mu się bawić, ponieważ rączki zawsze chciały robić tylko jedno – drapać. Całymi nocami bolał go brzuszek i płakał, a my byliśmy bezradni.
Malutki miał olbrzymi apetyt, tak jest do dziś, uspokajał się przy piersi. Jednak karmienie też było czynnością odbywającą się w nerwowej atmosferze – Szymuś się wiercił, drapał, ocierając się o mnie. Błędne koło, z którym ja radziłam sobie coraz gorzej.
Bardzo ciężko jest matce żyć w świadomości, że dziecko cały czas czuje się niekomfortowo, choroba uniemożliwiała mu normalne funkcjonowanie. Zarówno nasz synek, jak i cała nasza rodzina nie mogliśmy cieszyć się normalnym dzieciństwem naszego synka.
Medycyna konwencjonalna
Zaczęliśmy walkę z chorobą. Jednak stosowane emolienty, maści i kremy nawilżające – gotowe czy sporządzane według receptury – oraz leki: fenistil, hydroksyzyna, diphergan i wiele innych, nie przynosiły żadnego rezultatu. „Teatralna poprawa” (sformułowanie użyte przez jednego z lekarzy w odwiedzonych przez nas szpitali) następowała tylko po zastosowaniu maści sterydowych i na bazie antybiotyków.
Byliśmy załamani. Nasza wiedza nt. przebiegu choroby naszego synka była żadna. Wierzyliśmy bezgranicznie lekarzom, choć jak się okazało, nie radzili sobie z „naszym przypadkiem” zupełnie.
Alergolodzy szukali alergenów, dermatolodzy „leczyli” skórę, a pediatrzy w ogóle bezsilnie rozkładali ręce. A stan naszego synka nie poprawiał się. Setki wizyt w gabinetach lekarskich przez całe 2,5 roku. Bez efektu.
Przełom
Nasz sposób postrzegania choroby zaczął się zmieniać. Zaczęliśmy czytać i analizować, postanowiliśmy, że nie będziemy dalej patrzeć, jak lekarze bezskutecznie walczą z chorobą Szymka.
Nasze zaufanie do lekarzy alopatów malało z każdym dniem. Trafiliśmy pewnego dnia do homeopaty, wreszcie coś drgnęło w organizmie Szymka. Jak się okazało, malutki nie reagował prawidłowo niemalże na żaden lek alopatyczny, wręcz czasami reakcje były przeciwne do tych oczekiwanych, ponadto pojawiały się reakcje alergiczne na składniki leków (barwniki i dodatki smakowe).
Zaczęliśmy z zaciekawieniem studiować literaturę medyczną konwencjonalną i niekonwencjonalną, z naciskiem na tę drugą, gdyż ta pierwsza nie radziła sobie z chorobą Szymka. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że została znokautowana przez chorobę Szymka.
Odrzuciliśmy wszystkie leki i terapie oferowane przez konwencjonalną medycynę.
Do dnia dzisiejszego stosujemy leki homeopatyczne, słuchamy rad mądrych lekarzy (a mało ich było na naszej drodze) oraz korzystamy z biorezonansu.
Terapia biorezonansem wymagała od nas bardzo częstych wizyt w oddalonym o 80 km gabinecie, dlatego też zdecydowaliśmy się zakupić aparat MORA SUPER.
Całe nasze życie jest dyktowane chorobą Szymka, chociaż już w coraz mniejszym stopniu.
Musieliśmy rozważnie wybierać ciuszki dla malutkiego, nie wspominając o kosmetykach, farbowanych włosach, pomalowanych paznokciach osób mających kontakt z Szymkiem.
Nie robiliśmy z domu wysterylizowanego laboratorium, ale pozbyliśmy się pewnych rozwiązań na rzecz tych przyjaznych alergikom. Wiele osób patrzyło na nas jak na dziwaków, ale to wszystko było w trosce o naszego synka.
Wszystkie rozmowy w domu były i są w dalszym ciągu, ale już bez takiej dramaturgii jak wcześniej, monotematyczne – choroba Szymka, samopoczucie Szymka, poszukiwanie innych, nowych, lepszych lekarzy.
Podczas naszych pobytów w szpitalach (nie będę wymieniała jakich, nie świadczy to dobrze o tych placówkach), pierwszy pobyt jak Szymuś miał 6 miesięcy, lekarze, jak również cała obsługa, uświadamiali mnie, że dziecko z tak zaawansowanym AZS będzie miało problemy z koncentracją w szkole, nie mówiąc już o spokojnym wysiedzeniu w ławce przez 45 min.
Teraz jest inaczej. Szymuś poszedł jako 3-latek do przedszkola, rozwija się prawidłowo. Nie mamy żadnych problemów natury wychowawczej.
Skóra Szymka wygląda raz lepiej, raz gorzej. Jednak zmiany dotyczą już tylko buźki, dłoni i karku, reszta ciała jest „czysta”. Bez najmniejszej skazy.
Nie możemy nacieszyć się delikatnością i miękkością skóry Szymka. Mamy tę możliwość od całkiem niedawna.
Od niedawna również cieszymy się i uczestniczymy w wieczornych kąpielach Szymka. Wcześniej kontakt z wodą był dla niego bólem i niemiłym przeżyciem.
Teraz niewielkie duszności, pokrzywka i wysypka na skórze trafiają się sporadycznie. Szymek nie przyjmuje żadnych sterydów, czy to wziewnych, czy w innej postaci, zalecanych przez lekarzy, aby uchronić organizm przed astmą. Po prostu są niepotrzebne.
Węzły chłonne, tak licznie powiększone, zwłaszcza za uszami, zmniejszyły się do normalnych rozmiarów, co świadczy, że trwająca w organizmie „wojna immunologiczna” przeszła w stan pokoju.
Można by zaryzykować stwierdzenie, że organizm naszego dziecka wszedł w fazę wyciszenia i zaczyna normalnie funkcjonować.
Podsumowanie
Podczas całej naszej „przygody” z chorobą Szymka nauczyliśmy się, że nie można ograniczyć leczenia alergii do tłumienia układu immunologicznego przez kortykoidy i do blokady efektów histaminy na poziomie komórek. Należy podejść do zagadnienia całościowo. Szukać przyczyny, a nie leczyć objawy.
Szczególną uwagę należy zwrócić na wątrobę, główny narząd obarczony zadaniem eliminacji wolnych rodników, toksyn i histaminy. To samo odnosi się do grasicy, gruczołu, którego zdrowie gwarantuje harmonijną pracę naszego układu immunologicznego.
Warto też przyjrzeć się odżywianiu, a zwłaszcza temu, czy dostateczne miejsce zajmują w nim zdrowe, naturalne pokarmy, bogate w niezbędne kwasy tłuszczowe i przeciwutleniacze. Substancje te bowiem wzmacniają struktury błonowe wszystkich naszych komórek, a tym samym podnoszą ich naturalną odporność na procesy związane z uwalnianiem histaminy i innych mediatorów zdolnych do wywołania objawów alergicznych.
Prawie żaden lekarz podczas naszych licznych wizyt nie zwrócił uwagi na tę kwestię, tak istotną dla redukcji terenów alergicznych. Niemalże nikt nie zaordynował witamin, metali fizjologicznych i aminokwasów. Dlaczego?
Może gdyby ktoś wcześniej spojrzał na problem naszego Szymka w sposób holistyczny, to może nasza kręta droga byłaby w tej chwili bardziej prosta.
Rada na życie w zdrowiu
Pozwólmy naszym organizmom normalnie funkcjonować, bez leków, bez chemii. Dostarczajmy im więcej ruchu na świeżym powietrzu, a odpłacą nam się tym, co dla nas najcenniejsze – zdrowiem.
Zatraciliśmy intuicyjną wiedzę na temat tego, jak się odżywiać, co dla nas dobre, a co złe. Nie kierujmy się modami na witaminy, soki, jogurty czy sery. Namawiam do chwili zastanowienia przed włożeniem czegokolwiek do ust – czy jest potrzebne dla równowagi organizmu i dobrego samopoczucia. Nasze choroby i związane z tym braki witaminowe i mineralne zawsze są skutkiem złego trawienia i przyswajania, a nie odwrotnie.
Jeśli ktokolwiek z Państwa boryka się z podobnym problemem bądź chciałby polepszyć swój zdrowotny standard życia, zapraszamy do nas – służymy pomocą i cenną radą.
Możecie również Państwo skorzystać z mojej wiedzy w zakresie żywności i żywienia, aby żywność była lekarstwem, a nie powolną, subtelną trucizną dzisiejszych czasów, w myśl słów Hipokratesa:
„pożywienie może dać zdrowie, ale może również zabić”
Szymon – fotorelacja
Bohater naszej historii Szymon – buzia „jak malowana”. Taki widok buźki Szymka towarzyszy nam coraz częściej. Poniżej przedstawiamy zdjęcia fragmentów skóry Szymka w różnych fazach choroby (atopowe zapalenie skóry). Kliknij zdjęcie, aby powiększyć.
